W tym tygodniu, jako czwarty dzień tygodnia wystąpi tradycyjnie czwartek. Ale nie taki zwyczajny czwartek, bo tłusty. Jest to czwartek poprzedzający Środę Popielcową i tradycja każde w ten dzień dogodzić sobie kulinarnie. A w jaki sposób? Otóż najczęściej spożywanym tego dnia łakociem jest pączek. Pączek to wypiek występujący z nadzieniem lub bez. Nadzienie to może stanowić: dżem owocowy, twaróg na słodko czy też budyń. Obok pączków dość powszechnie zjadane są faworki, zwane też chruścikami. Osobiście preferuję ten drugi rodzaj wypieków. Sekret jak zawsze przy wypiekach tkwi w cieście.

I najlepsze są faworki domowej roboty. Te proponowane w cukierniach zwykle są ciężkie i twarde, bo wiadomo, że dla sprzedawców liczy się ilość. A domowe chruściki są mięciutkie, leciutkie i ma się wrażenie, że rozpływają się w ustach. Żałuję, że tak dawno nie jadłam tych pyszności. Czasem zdarza mi się kupić faworki w cukierni, aczkolwiek tak, jak pisałam – nie jest to szczyt możliwości cukrownika. Nie zapowiada się jednak, bym szybko zjadła coś lepszego.