Tłusty Czwartek

W tym tygodniu, jako czwarty dzień tygodnia wystąpi tradycyjnie czwartek. Ale nie taki zwyczajny czwartek, bo tłusty. Jest to czwartek poprzedzający Środę Popielcową i tradycja każde w ten dzień dogodzić sobie kulinarnie. A w jaki sposób? Otóż najczęściej spożywanym tego dnia łakociem jest pączek. Pączek to wypiek występujący z nadzieniem lub bez. Nadzienie to może stanowić: dżem owocowy, twaróg na słodko czy też budyń. Obok pączków dość powszechnie zjadane są faworki, zwane też chruścikami. Osobiście preferuję ten drugi rodzaj wypieków. Sekret jak zawsze przy wypiekach tkwi w cieście.

I najlepsze są faworki domowej roboty. Te proponowane w cukierniach zwykle są ciężkie i twarde, bo wiadomo, że dla sprzedawców liczy się ilość. A domowe chruściki są mięciutkie, leciutkie i ma się wrażenie, że rozpływają się w ustach. Żałuję, że tak dawno nie jadłam tych pyszności. Czasem zdarza mi się kupić faworki w cukierni, aczkolwiek tak, jak pisałam – nie jest to szczyt możliwości cukrownika. Nie zapowiada się jednak, bym szybko zjadła coś lepszego.

Zdemaskowani
Przechwycił wiadomość z komunikatora swojej asystentki. „Diabli – pomyślał – skąd ona wie?”. Początkowo był wściekły na asystentkę, jednak to nie ona była autorką wiadomości, a tylko adresatem. I albo potraktuje to jako żart, albo uwierzy. Starał się odrzucić obawy przed zdemaskowaniem i utratą autorytetu. Ale musi wszystko powiedzieć Pani. Ona jest mądra, ona tu rządzi i ona zaradzi. Oczywiście spadną na niego gromy, oberwie jak nigdy dotąd i dostanie szlaban na stópki. Nawet najdłuższy foch kiedyś minie, nie na tej delegacji, to na tamtej.

Opowiedział jej więc wszystko i ciężko byłoby w łagodny sposób opisać, co się działo w ich gniazdku. Ale Pani jak zawsze sprostała wyzwaniu i obmyśliła plan maskujący rzeczywistość. Beształa Misia za wszystko i przy wszystkich, obwieściła światu, że rzuca wahadełkowanie. Od tej pory nie zamykali drzwi do swojego gniazdka, pojechali trzy razy oddzielnie na delegacje, ale najgorsze było to, iż niezależnie od pogody miała non stop ubrane kalosze. „Przeklęte komunikatory” – pomyślał Mis głaszcząc pod biurkiem gipsowy odlew jej stopy.

   , ,